Na mapie wygląda jak długi niebieski ślad. Na miejscu robi znacznie większe wrażenie. Zalew Koronowski raz się otwiera, raz zwęża, na przemian chowa się za ścianą lasu i pokazuje szeroką taflę wody. Szybko można zrozumieć, dlaczego tyle osób wraca tu co lato i dlaczego właśnie ten akwen stał się jednym z najważniejszych znaków rozpoznawczych okolic Koronowa oraz południowej granicy Borów Tucholskich.
Między zaporą a polodowcową rzeźbą terenu
Dzisiejszy zbiornik powstał w latach 60. XX wieku po przegrodzeniu Brdy. Było to przedsięwzięcie techniczne, ale jego skutki sięgnęły daleko poza samą zaporę. Woda weszła w dawną dolinę, połączyła jeziora, zatoki i odcinki dopływów, a po latach cały układ zaczął wyglądać bardziej jak część krajobrazu niż jak czysta infrastruktura. Dlatego wiele osób mówi o nim jak o jeziorze, choć jego geneza jest inna.
Liczby pomagają uporządkować skalę tego miejsca: około 36 kilometrów długości, mniej więcej 1600 hektarów powierzchni, około 81 milionów metrów sześciennych pojemności i ponad 20 metrów głębokości w najgłębszych miejscach. To nie jest mały weekendowy zalew, który da się objąć jednym spojrzeniem z pomostu. Badania hydrograficzne pokazują zresztą, że wpływ zbiornika sięgnął dużo dalej niż sama linia brzegowa.
Dlaczego ten akwen tak dobrze nadaje się do wypoczynku
Najważniejsze nie są jednak same liczby, lecz sposób, w jaki ten akwen układa się w terenie. Długa linia brzegowa, las schodzący niemal do wody, polodowcowe rynny, boczne odnogi, zatoki i przesmyki sprawiają, że Zalew Koronowski nawet w sezonie zachowuje poczucie przestrzeni. Wystarczy oddalić się od głównej plaży albo odejść od najpopularniejszego dojścia, by tempo od razu wyraźnie zwolniło.
Właśnie dlatego zbiornik dobrze przyjmuje różne potrzeby. Jedni przyjeżdżają po żagle, inni po kajak, inni po kilka godzin z wędką. Są też tacy, którym wystarczy ławka, pomost i widok na wodę. Zalew nie narzuca jednego sposobu bycia nad wodą. Pozwala wybrać własne tempo i własny sposób korzystania z miejsca, a jego skala i układ brzegu od lat pracują na korzyść żeglarzy, wędkarzy i innych form spokojnych sportów wodnych.
Od których miejsc zacząć pierwszą wizytę
Na pierwszy raz najlepiej nie myśleć o zalewie jak o jednym punkcie na mapie. Lepiej potraktować go jak kilka wejść do tej samej opowieści. Pieczyska są dobrym początkiem dla osób, które chcą zobaczyć najbardziej letnie oblicze akwenu: plażę, zaplecze, ruch i szerokie otwarcie wody. Samociążek ma inny ton. Jest spokojniej, bardziej bocznie, bliżej elektrowni i dawnych technicznych historii. Sokole Kuźnica z okolicą promu pokazuje dłuższy, bardziej krajobrazowy odcinek. Wielonek i północ zbiornika zaczynają już wyraźniej pachnieć Borami Tucholskimi. Jeśli ktoś szuka mniej oczywistych punktów, warto zwrócić uwagę także na dawny Kręgiel, północniejszą Zamrzenicę i spokojniejsze okolice Nogawicy.
Najlepsza rada na początek jest prosta: nie próbować poznać całego akwenu w jeden dzień. Zalew Koronowski najlepiej odkrywa się etapami. Jedna zatoka, jeden spacer, jedna przystań, potem kolejna. Dopiero po takim spokojnym poznawaniu widać, że nie jest to jedna atrakcja, lecz cały układ wody, lasu i miejsc żyjących własnym rytmem.